Facebook
EMERMED na YouTube
Uratowałbyś życie sam? A potrafisz działać w zespole?
Baner
Uratowałbyś życie sam? A potrafisz działać w zespole?
Baner
Uratowałbyś życie sam? A potrafisz działać w zespole?
Baner
Uratowałbyś życie sam? A potrafisz działać w zespole?
Baner


Historie naszych kursantów

Życie pokazuje, że umiejętność udzielania pierwszej pomocy przydaje się w najmniej oczekiwanym momencie. Historie, które otrzymujemy od naszych kursantów są na to najlepszym dowodem. Utwierdzają nas w przekonaniu, że to co robimy jest ważne.

Każda prawidłowa reakcja na sytuację zagrażającą życiu zwiększa znacząco szanse na uratowanie człowieka. Pomimo tego, że na zakończenie każdego kursu życzymy jego uczestnikom, aby zdobytego doświadczenia nie musieli wykorzystywać, to jesteśmy dumni, gdy w niespodziewanej sytuacji potrafią zachować się prawidłowo.

Poniżej zamieszczamy autentyczne historie nadesłane nam przez naszych kursantów, a napisane przez życie.

 

Ratownik Drogowy - Natanael

Wszystko wydarzyło się w środę 22.02.17 r. Jechałem akurat samochodem do mojej narzeczonej, która mieszka 60 km ode mnie. Kiedy byłem już niedaleko jej domu, we Lwówku Śląskim, zauważyłem dwa niechlujnie zaparkowane samochody na światłach awaryjnych. Między samochodami zobaczyłem leżącego na chodniku starszego pana wokół którego biegały dwie kobiety. Natychmiast się zatrzymałem. Wysiadłem z samochodu, podbiegłem i zapytałem co się stało. Kobieta wyjaśniła mi, że przed chwilą ten pan jechał rowerem, zdążył z niego zeskoczyć, oparł się o znak i osunął się na ziemię. Wiedziały one co robić, ale były tak sparaliżowane i przestraszone, że spanikowały. Jedna z pań zaczęła dzwonić na pogotowie, drugą poprosiłem o przyniesienie apteczki. Poszkodowany nie reagował na żadne bodźce. Puls był niewyczuwalny, brak też było oddechu. Zaczął sinieć na twarzy. Przystąpiłem do resuscytacji. Nie dostałem jeszcze apteczki a nie miałem też maseczki do sztucznego oddychania. Naciągnąłem więc koszulkę poszkodowanego na jego usta i zrobiłem dwa wdechy ratownicze. Następnie rozpocząłem masaż serca. Ja uciskałem, jedna z Pań liczyła uciśnięcia. Słyszeliśmy co jakiś czas, że oddech wraca, ale był na tyle znikomy, że cały czas prowadziliśmy resuscytację. Międzyczasie dyspozytor pogotowia kazał nam reanimować poszkodowanego nieprzerwanie, aż do przyjazdu pogotowia ratunkowego. Na szczęście pojawiło się ono po 5-7 minutach i w czynnościach ratowniczych zastąpił mnie ratownik z lekarzem. Dwa razy użyli też defibrylatora. My w trójkę w tym czasie okrywaliśmy poszkodowanego kocem ratowniczym (oczywiście poza wyładowaniami defibrylatora). Nasza "akcja" zakończyła się na pomocy w położeniu poszkodowanego na noszach i umieszczeniu go w karetce.

Dostaliśmy pochwałę od lekarza, który stwierdził, że do czasu przyjazdu pogotowia bez naszej pomocy ten pan by już nie żył. Wracając do domu wstąpiłem do szpitala we Lwówku Śląskim, by uzyskać jakąkolwiek informację. Udało mi się dowiedzieć, że pan przeżył i leży na OIOMie. Z kolei w niedzielę dotarła do mnie informacja, że pacjent utrzymywany jest w śpiączce farmakologicznej.

I na tym moja historia się kończy :) Może ktoś kiedyś tak samo jak ja będzie miał możliwość poczuć satysfakcję z uratowania komuś życia.

 

Kuba

Jadąc w pewnym momencie zauważyłem że coś się dzieje na drugiej jezdni. Zatrzymałem się w zatoczce, dałem Frankowi wodę, pouchylałem okna, powiedziałem że zaraz wracam, i pospieszyłem sprawdzić co się stało, czy trzeba pomóc...

Okazało się że na poboczu leży motocyklista, a przy nim kilka osób. Jednak pomoc była potrzebna. Stanąłem przy głowie i ocena: przytomny, pozycja bezpieczna (czyli chyba już go sprawdzili), pogotowie powiadomione. Ale zerkam na niego i głowa cała, klatka wygląda ok, z jednej dłoni nieco wystają kostki, jedna noga..., ale gdzie druga? Ta druga kończyła się w połowie łydki opaską uciskową. Doszedłem do wniosku że jednak naprawdę mogę się przydać więc poprosiłem jedną z gapiów aby poszła do Frania (ale i tak cały czas zerkałem na nasze auto) i nieco się nim zajęła, a sam pomagałem. Okazało się że pan książkowo zaciska opaskę a pani która bada chłopaka jest pielęgniarką chirurgiczną. To co można było zrobić zrobiliśmy. W międzyczasie inny pan znalazł nogę i zapakował w worki foliowe - być może złożą Kamila. Tak właśnie ma na imię. Do przyjazdu karetki tak naprawdę moje zadanie polegało na zagadywaniu go i pilnowaniu czy nie traci przytomności i ewentualnie oddechu - z małymi przerwami trzymał się jak na stan dość dobrze. Po przyjeździe karetki robiłem jako stojak do kroplówki i pomogłem Kamila załadować na deskę i na nosze.
W tym miejscu chciałbym podziękować Łukaszowi Wasikowi z Grupy Emermed, który prowadził w naszej firmie szkolenie z pierwszej pomocy przedmedycznej. Ironia losu - zrobił nam również taką symulacje. Łukaszu i ekipo ze szkolenia - wielkie dzięki.
Co do Kamila - z nogą może być ciężko, ale mam nadzieje że się podniesie po tym wszystkim, że się chłopak nie podda - oby.
Musze Wam się przyznać że zdarzało mi się być przy wypadkach, ale nigdy nie miałem styczności z osobą tak mocno poszkodowaną i tak mi się przynajmniej wydaje, że zachowałem zimną krew oraz przytomnie działałem. Inną sprawą jest że w aucie nawet nie mam apteczki, a przybornik z rękawiczkami i maseczką został w domu w plecaku... Muszę w końcu ogarnąć apteczki do auta i podręczną.
Po tym wszystkim pojechaliśmy na chwile do mamusi do pracy a następnie do domu.
 
Reasumując dzień pełen emocji. Radość i frajda z poznania, uciecha Młodego która daje motywacje do wyszukiwania ciekawych miejsc oraz poznawania wszystkiego przepleciona z dramatem chłopaka oraz koniecznością niesienia pomocy...
 
Życie jest cholernie kruche, dlatego trzeba z niego korzystać, trzeba wykorzystywać każdy dzień jakby miał być ostatnim. Możemy być super ostrożni, ale i tak wszystkiego nie przewidzimy. "Nawet w drewnianym kościele może spaść nam na głowę cegła".
Trzeba być również przygotowanym i myśleć. Przygotowanym na to że to może my będziemy komuś pomagać, kogoś ratować. Dlatego warto jeśli ktoś ma możliwość korzystać z kursów pierwszej pomocy. Warto mieć również przy sobie podstawową apteczkę.
 
Korzystajcie z życia i nie bójcie się pomagać.
« powrót